Uncategorized

połamane

Próbowaliśmy być nieśmiertelni, ale coś umarło w środku. Zaczęły opadać liście. Jesień wewnątrz, a potem na zewnątrz. Zrobiło się zimno. Nie było mnie przy tobie, ani ciebie przy mnie. Udało się żyć dalej, bez większych przerw. Z dnia na dzień, potem z nocy na noc i do rana. Myślałam, że świat się skończy, wybuchnie coś we mnie, rozetnie mnie na pół. Wtedy zaczęło być lepiej. Tańczyłam sama ze sobą coraz mniej myśląc o tobie – aż nie myślę już wcale, jak połamaliśmy sobie serca i telefony, skacząc do gardeł. 

Opadły liście, wrażenia. Nadzieję zamiotłam.