notatki z życia

kiedyś komuś

cieszę się, że jesteś. będziesz mógł mnie poznać, spędzimy razem trochę czasu, cały czas. będziemy się budzić rano w uścisku i duchocie, gotować razem, osobno, dla siebie, dla nas i zobaczysz mnie w sposób, w jaki nie widział mnie nikt wcześniej. może będę nawet stabilna emocjonalnie, nie mogę obiecać. trzymałam w sobie całą czułość, nieskończone ciepło na dobry moment, lepszy czas, aż będzie bezpiecznie i chyba to jest teraz, nie ma co czekać. będę bombardować cię miłością, wskakiwać w ramiona każdego dnia, a ty będziesz mnie łapać albo nie. spryskam cię jakimś detergentem, żebyś mi nie rdzewiał, nie skrzypiał w kolanach, nie piszczał i wszystko będzie prostsze, dużo stanie się nieistotne. będę zostawiać słuchawkę pod prysznicem tak, abyś się chlapał zimną wodą, gdy ją odkręcasz. a reszta to niespodzianka. dasz mi rano spać do późna, po tym jak nie zmrużysz oka całą noc, bo będę się kręcić, chodzić do toalety, żeby tak bezczynnie nie leżeć. zmęczona zasnę, wstanę nieprzytomna.

cały czas marzę, że tak kiedyś komuś powiem. jak zboczeniec, zaglądam ludziom w okna i patrzę z lekką zazdrością i zaciekawieniem, jak mają siebie; mają wszystko, choć brakuje im kilku mebli lub poczucia gustu, smaku czy stylu. wszystkiego, co ja mam. 

No Comments

    Leave a Reply