notatki z życia

kartki z kalendarza VII

niedziele są zawsze podłe. w kolejny weekend goszczę moich rodziców, dlatego pomyślałam, że wyjątkowo ta nie była najgorsza.

w poniedziałek okazało się, że mam straszny bałagan, bo cały weekend siedziałam w domu i gdy przeczytałam nagłówek w gazecie czy nie masz za dużo rzeczy? o sztuce minimalizmu, wyciągnęłam wszystko, co mam i było za dużo.

do wtorku (włącznie) zastanawiałam się, jak wszystko sprytnie uporządkować do końca tygodnia. w międzyczasie wydrukowałam sobie różne dyplomy uznania, aby powiesić je na ścianie przed kolejnym weekendem. wszystkie mają dobrze brzmiące, angielskie nazwy bez większego znaczenia. 

w środę rozejrzałam się wokół siebie. znowu zostałam burdelmamą. dodrukowałam sobie też taki dyplom, została mi akurat jedna pusta ramka. 

od czwartku w moim życiu musiał zapanować porządek. pomyślałam, że część bałaganu można wystawić na balkon. ludzie tak robią i udają, że nie widzą, a z czasem nikomu to nie przeszkadza. 

ostatni dzień przygotowań. piątek. rozpyliłam w domu zapach ciasta. pomyślałam, że będzie miło, gdy wydrukuję jakieś i wstawię za szybę piekarnika. ciasto, które można wydrukować w czarno bieli? chyba tylko babka marmurkowa. wsadzam wydruk w foremkę i czekam.

przyszła sobota i rodzice. mama mówi, że dyplomów za bałagan spodziewałaby się więcej i pyta, gdzie pozostałe. tato potwierdza. mogliby się pokłócić między sobą, jak za starych, dobrych czasów, a ja dzięki temu wyszłabym na jedyną normalną osobę w tym domu. ale nie dzisiaj. dzisiaj panuje między nimi pełna zgoda. kolejna dysfunkcja, na którą nie wiem, jak reagować. 

No Comments

    Leave a Reply